
Kim jestem? -Moja historia

„Stworzyłam swój świat i jest on o wiele lepszy, niż ten, który kiedykolwiek widziałam na zewnątrz.” Louise Nevelson




Życie jest sztuką, której uczymy się każdego dnia. Wiele zależy od nas, ale na niektóre doświadczenia zupełnie nie mamy wpływu. Świadomość i umiejętność spojrzenia na siebie z zewnątrz nadają życiu właściwy kierunek. Dzięki dogłębnemu poznaniu siebie mamy szansę na spełnione i dobre życie, mimo wszystko. Tej umiejętności uczyłam się również ja.
Kiedy życiem rządzi przypadek
Moje ścieżki życiowe nieraz bywały kręte i zawiłe. Rzadko do celu zmierzałam najkrótszą i najmądrzejszą drogą. W wieku 20 lat z rodzinnych Katowic wyjechałam za granicę. We Francji urodziłam córkę. W związku z nową rolą życiową, po pierwszym roku przerwałam studia psychologiczne. Bez bliskich, a szczególnie bez wsparcia mojej mamy, bardzo trudno było mi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W wieku 22 lat nie byłam emocjonalnie przygotowana do dorosłego życia. Z małym dzieckiem i jeszcze mniej dojrzałym, młodszym ode mnie mężem, czułam się bardzo samotna. Zaczęłam doświadczać ataków paniki.



Znów jestem studentką
Podświadomie dążyłam do tego by uzdrowić siebie i swoje życie. Kiedy córka miała 3 lata podjęłam decyzję o powrocie na studia psychologiczne. Jeszcze raz rozpoczęłam pierwszy rok psychologii, tym razem po francusku na Uniwersytecie Paul Valery w Montpellier. Chociaż zdałam wszystkie egzaminy, wciąż miałam lęki i bardzo tęskniłam za krajem. Dlatego wraz z dzieckiem i mężem wróciliśmy do Polski. Reaktywowałam się na drugim roku psychologii na Uniwersytecie Śląskim. Dopiero wtedy ataki paniki ustały i już nigdy nie powróciły. Z przymrużeniem oka mówiłam wtedy do siebie, że jestem pierwszą osobą, którą wyleczyłam z lęków. Jednocześnie uświadomiłam sobie, że nieświadomie sama się w nie wpędzałam.
„Z umiejętnością słuchania wewnętrznej mądrości jest tak samo, jak z każdą inną - wzmacnia się w miarę posługiwania się nią.” Robbie Gass

Pierwsza praca
Już na studiach zaczęłam pracować w Dziennym Domu Samopomocy Ad Vitam Dignam w Janowie. W 2001 z oceną bardzo dobrą uzyskałam tytuł magistra na UŚ w Katowicach. Miałam 30 lat. Pracę magisterską pisałam o schizofrenii. To najbardziej złożone z zaburzeń psychicznych fascynowało mnie na początku drogi zawodowej. Kilka pierwszych lat poświęciłam na pracę z pacjentami ze schizofrenią. Moje życie osobiste było jednak nadal chaotyczne. Nie byłam szczęśliwa, choć szczęście przed sobą udawałam.
„Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba, jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła. Człowiek, który nie przeszedł piekła swych namiętności, nigdy ich też nie przezwycięży.
Zamieszkują one gdzieś w sąsiedztwie i nim się obejrzy, już wybucha płomień, który w okamgnieniu przenosi się na jego własne domostwo. Jeżeli ze zbyt wielu rzeczy się rezygnuje, zaniedbuje je i o nich niejako zapomina, powstaje niebezpieczeństwo, że to, czego zaniechaliśmy i cośmy zaniedbali, powróci ze zdwojoną siłą.” C.G.Jung

Nowy kierunek z psychodramą w tle
Depresja, nerwica i zaburzenia osobowości stały się moimi nowymi obszarami pracy. Przez kolejnych 8 lat zdobywałam doświadczenie na Dziennym Oddziale Leczenia Nerwic i Depresji i w Poradni Zdrowia Psychicznego w Siemianowicach Śląskich. Nadal pracowałam z osobami chorymi na schizofrenię - prowadziłam dla nich na tymże oddziale Teatr Spontaniczny (autorski projekt leczenia przez spontaniczną formę ekspresji) i wydawałam gazetkę zawierającą wiersze, opowiadania i grafiki pacjentów naszego oddziału. W międzyczasie zrobiłam trzyletnie szkolenie w Polskim Instytucie Psychodramy w Krakowie pod kierunkiem Ani Bielańskiej i Jarka Gliszczyńskiego.
„Cokolwiek możesz uczynić - zacznij to robić. W działaniu tkwi magia, łaska i moc”. Goethe

Terapeuci uczą się fachu na sobie
W wieku 34 lat, dzisiaj myślę, że pod wpływem psychodramy, tej mojej pierwszej psychologicznej pracy nad sobą, rozstałam się z mężem. Mąż wrócił do Francji, a ja z 12-letnią córką przeprowadziłam się do rodziców. Wstydziłam się swojej samotności i faktu, że wynagrodzenie z pracy w służbie zdrowia nie jest wystarczające by żyć godnie i na własną rękę. Zaczęłam dorabiać jako biegły sądowy oraz jako rekrutant inżynierów, księgowych i wyższych kadr menadżerskich do Famuru (Fabryki Maszyn Górniczych). Pisałam mnóstwo opinii psychologicznych. Bardzo nie lubiłam tej pracy, cierpiałam. Byłam zagubiona i samotna. Rozpaczliwie szukałam miłości. Aż w końcu poczułam, że rozpadam się na kawałki… Miałam 36 lat i myślałam, że to koniec mojego życia.
“Głębokie i niezakończone ucieczką spotkanie z ogniskiem cierpienia, zapalonym przed laty w sytuacji skrzywdzenia, odgrywa centralną rolę w procesie rozsupływania emocjonalnych węzłów i prostowaniu labiryntów psychicznych, które miały chronić przed dostępem do bolesnych śladów przeszłości.”Jerzy Mellibruda

Moje doświadczenie terapii
To cierpienie było tak silne, że pchnęło mnie w kierunku szukania profesjonalnej pomocy dla siebie. Zdecydowałam się na indywidualną terapię własną. Przez cztery kolejne lata byłam w głębokim procesie terapautycznym. Dwa razy w tygodniu leżałam na kozetce u mojej terapeutki, analityczki Jungowskiej, Pani Marii Aydemir. Wtedy zaczęła się historia mnie świadomej. Uczyłam się rozumienia własnych potrzeb i uczuć. Żegnałam dziecięcą nadzieję na idealną miłość, na „księcia z bajki”, który by mnie w końcu dopełnił i uszczęśliwił. Powoli rodziła się we mnie Dobra Wewnętrzna Matka i ja, jako pełna, zintegrowana, dojrzała kobieta.
„Nikt nie przychodzi na terapię (dobrowolnie przyp. wł.). Każdy jest prowadzony, ba, może wręcz wleczony przez niepokój i inne objawy, które stają się nie do zniesienia. I daje się tu przywlec w nadziei, że zostanie na powrót scalony i uleczony przez spojrzenie, które przyjmuje i akceptuje całego człowieka.” Jon Frederickson

„Człowiek powinien rozwijać sztukę prowadzenia rozmowy ze sobą (rozmowy serca i rozumu - przypis własny). Tak długo, jak długo głos będzie miało serce, wszelką krytyka musi zostać zawieszona. Lecz gdy serce przedstawi już swoje racje, powinniśmy rozpocząć niezwykle drobiazgową krytykę, jak gdyby naszym rozmówcą była bardzo bliska nam osoba. Na tym jednak nie może się to zakończyć, muszą kolejno pojawiać się pytania i odpowiedzi, aż dyskusja osiągnie zadowalający koniec. O tym, czy rezultat jest zadowalający, czy nie, może zadecydować jedynie subiektywne odczucie. Nieodzownymi warunkami powodzenia tej metody kształcenia są: skupulatna i absolutna uczciwość wobec samego siebie i unikanie zbyt pospiesznego przewidywania, co może powiedzieć druga strona” C.G.Jung
Jak zostałam psychoterapeutką
Pani Marii jestem do dzisiaj głęboko wdzięczna: pomogła mi uzdrowić siebie. Od niej zaczęłam uczyć się praktyki (nie tylko teorii) psychoterapii. Od zawsze wiedziałam, że bycie psychoterapeutą jest również moją Drogą, moim Mitem, jak powiedziałby Jung, ale to podczas mojej własnej psychoterapii zrodziła się idea Internetowego Gabinetu Psychoterapii.
„Psychoterapeuta musi rozumieć nie tylko pacjentów - równie ważne jest, aby rozumiał samego siebie. Musi zacząć od własnej analizy. Terapia pacjenta zaczyna się od lekarza; tylko wówczas, gdy on umie poradzić sobie z sobą samym i z własnymi problemami, umie to zrobić też z pacjentem. Tylko wtedy.” Carl Gustav Jung

Dlaczego psychoterapia online?
Koszt wynajmu pomieszczenia na prowadzenie własnego gabinetu był zbyt wysoki. Zwłaszcza, że prawie wszystkie zarabiane wtedy pieniądze, przeznaczałam na terapię. Nie było tradycyjnego wyjścia z sytuacji, ale znalazło się wyjście kreatywne. Był 2008 rok, jeszcze nikt nie prowadził terapii przez Internet. Na mój pomysł otoczenie reagowało z niedowierzaniem. Mimo to, zaufałam intuicji, zakasałam rękawy i wzięłam się do roboty. Nadal chodziłam na terapię, rozkręcałam własny gabinet, pracowałam w Poradni Zdrowia Psychicznego i na Dziennym Oddziale Leczenia Nerwic i Depresji SPZLP w Siemianowicach Śląskich. Z czasem przeszłam na pół etatu w placówce państwowej. Coraz więcej pacjentów trafiało do mojego prywatnego gabinetu. Po czterech latach zakończyłam terapię własną. I w końcu całkowicie poświęciłam się prywatnej praktyce. Takie były moje początki. Tak narodziłam się jako psychoterapeutka.
„Idź zdecydowanie w kierunku swoich marzeń! Żyj życiem, jakie sobie wyobraziłeś. Prawa rządzące wszechświatem będą coraz prostsze w miarę, jak ty będziesz upraszczać własne życie.” H.D.Thoreau

Miłość
Kilka lat później, dokładnie siedem lat po rozstaniu z mężem, poznałam kogoś, przez kogo poczułam się naprawdę kochana. Nie wiem, czym różniła się ta miłość od poprzedniej. Może tak naprawdę to ja się zmieniłam pod wpływem terapii? Po niej wszystko w moim życiu zaczęło układać się na lepsze. Uwierzyłam wtedy, że mogę być kochana i naprawdę TO poczułam. Wiem, że to jednak na terapii pokochałam siebie i nauczyłam się świadomie sobą opiekować. Związek przetrwał tylko 7 lat, ja jednak nadal jestem zintegrowana i pełna.




Moi mistrzowie
O sztuce rozumienia człowieka nauczał mnie Carl Gustav Jung. Jego książki studiowałam bardzo powoli, świadomie, z ołówkiem w ręku. Na podstawie ponad 300 własnych snów nauczyłam się analizy marzeń sennych. Bliskie jest mi też egzystencjalne podejście Irvina Yaloma. Nauczył mnie w jaki sposób pomagać drugiemu człowiekowi z empatią, delikatnością i szacunkiem. Z jego praktycznych porad uczyniłam swój drogowskaz. By pogłębić rozumienie rozwoju człowieka z uwagą studiowałam psychoanalityczne prace Melanie Klein. Przeszłam też kurs odkrywania i rozwijania własnego potencjału Julii Cameron. Sposób jej pracy nad rozwijaniem zdolności twórczych w sobie ma wiele wspólnego z jungowską aktywną imaginacją i moją wcześniejszą intuicyjną pracą nad sobą. Dzisiaj mam swój własny styl terapeutyczny. Jestem sobą, niczego nie udaję, nikomu już też niczego nie muszę udowadniać.



Doświadczona mądrością życiową
Z błędów, które popełniłam dzisiaj jestem dumna. Miałam odwagę, by działać i nie stać w miejscu. Ciągle w życiu się ruszałam, próbowałam, nawet jeśli się bezsensownie na początku miotałam. To one zaprowadziły mnie w miejsce, w którym jestem teraz. Cierpienie, zagubienie, niepewność, lęki, poczucie winy, których doświadczyłam na przestrzeni lat, sprawiły, że dzisiaj jestem w stanie lepiej pomagać osobom, z którymi pracuję.
„Powiedz mi, a zapomnę. Pokaż mi, a zapamiętam. Pozwól mi samemu odkryć, a zrozumiem.” Konfucjusz

Ciągle jestem w podróży
Moja córka dorosła i wróciła do kraju swojego dzieciństwa, do Francji. Po kilku latach, w 2019 roku i ja podążyłam jej śladem. Ona mieszka w Paryżu, ja na południu Francji, nad Morzem Śródziemnym, blisko gór Pirenejów. Mam introwertyczną naturę i dobrze się tu czuję - z dala od zgiełku mojego ojczystego Śląska, w bliskości z naturą. Towarzyszą mi zwierzęta: psy Wawel i Koko oraz koty Tipsy i Tinga. Mam niewielki ogródek pełen kwiatów pustyni - kaktusów i sukulentów. Napawam się tu ciszą i spokojem (poza sezonem) morsko-górskiej okolicy. Zwolniłam i żyję naprawdę nieśpiesznie - można by wręcz powiedzieć, że nudno - ale to mi odpowiada. Nareszcie żyję własnym życiem, w głębokiej zgodzie ze sobą. Nadal szukam wyzwań, ale cele, jakie sobie stawiam, są dzisiaj bardziej wewnętrzne - tak jak i podróże, które odbywam - w głąb siebie i w światy moich pacjentów. Te podróże są źródłem nieustającej mojej inspiracji i sensu.
Córka - najbliższy mi człowiek na świecie
Dziecka nigdy nie wychowywałam. Po prostu z nią i dla niej byłam. Byłam mamą nieidealną i pełną wad, ale nauczyłam się to sobie wybaczać. Gdy myślę teraz o jej procesie dorastania, widzę, że przekazałam jej przede wszystkim tę łagodną i pełną zrozumienia postawę wobec samej siebie, swoich wad i błędów. Nie złamałam jej kręgosłupa, nie podcięłam skrzydeł i pozwoliłam być, kim chce. Dzisiaj moje dziecko frunie pewne siebie przez życie, a mnie jej lot napawa całą gamą różnych emocji: od dumy, radości, zdumienia, ciekawości, po smutek, bo odfrunęła w swoje życie. To chyba największy dowód miłości - pozwolić komuś odejść. Kochać nie zakładając więzów i nie domagając się niczego dla siebie. To chyba jest bezwarunkowa miłośc?




Marzenia się spełniają
Odkąd pamiętam, lubiłam sobie wyobrażać kim bym była, gdybym urodziła się wiele wieków wcześniej. I zawsze kończyło się tym samym - widziałam siebie jako starą „mądrą” babę mieszkającą z dala od ludzi, gdzieś w lesie. W wyobraźni widziałam mój dom w dziupli jakiegoś ogromnego drzewa. Zbierałam zioła otoczona wiernymi kompanami, zwierzętami. Ludzie przychodzili do mnie po rady, bo zawsze byłam przyjaciółką ludzi. I wiecie co Wam powiem? Teraz jest prawie jak w mych marzeniach, tylko las zamieniłam na morze i góry…